O tym jak Koza zmieniła się w Bestię

O tym jak Koza zmieniła się w Bestię

Strudzeni żelaźni wędrowcy, usiądźcie wygodnie przy ogniu i posłuchajcie historii, jak to Koza zmieniła się w Bestię. Zapewniam, że nie będzie to straszna opowieść. To legenda jak mędrcy spod znaku Tripower Sport Podcast i pewien Człowiek Wilk pchnęli pewnego wędrowca w stronę podróży, którą odbył ze swoją Kozą, a która odmieniła ich oboje...

Wszystko zaczęło się przed laty, w okresie wielkiej choroby...

Dokładnie w 2020 roku, już po 2 latach startów w triathlonie postanowiłem dodać coś ekstra do swoich gadżetów startowych. Stanęło na tym, żeby kupić rower czasowy. Powoli zaczynała się posucha na rynku, ale jeszcze można było znaleźć jakieś perełki w dobrej cenie. Jak to mam w zwyczaju - przeszukałem wzdłuż i w szerz internety w poszukiwaniu tego jedynego egzemplarza, zerkając w stronę używanych rowerów zachodnich marek i nowych mniej popularnych firm. 

Koniec końców pojawiła się w moim garażu Koza, to znaczy Kross Vento TR 4.0. Młodsi z was pewnie nie pamiętają, że przed laty przasnyski producent nie był znany li tylko ze świetnych Eskerów, ale między innymi z rowerów szosowych, a w swoim portfolio mieli też modele dla triathlonistów. 

Tak więc na mojej drodze stanęło w pełni karbonowe cudo, jeżdżące na kołach DT Swiss, rogi od FSA,  napędzana przez Shimano Ultegrę 6800 (2x11 - blat 53/39). Naprawdę rower z atrakcyjną linią i super wyposażeniem. Byłem przeszczęśliwy - jak widać na załączonych obrazkach z Kózką zaprzyjaźnili się także inni domownicy.

Przyszły pierwsze treningi i pierwsze zawody. Odczułem dużą różnicę w stosunku do dotychczasowego aluminiowego sprzętu (Botwina 520 - którą mile wspominam dalej trzymam w garażu). Jednak jazda na karbonie i to w pozycji czasowej, to były jednak inne wrażenia. 

Na przestrzeni dwóch lat dozbrajałem rower, dodając bidon na kokpit, czy po prostu jakieś nowe uchwyty na bidony (np. za siodełkiem). No i podróżowałem z tą kózką. Od treningu do treningu, od zawodów do zawodów. W upale, w deszczu. Na trenażerze, na asfalcie, a nawet się zdarzyło po piachu. Rower sprawował się niesamowicie. Ale w międzyczasie odkryłem w sobie żyłkę majsterkowicza - o dziwo nigdy nie miałem (a przynajmniej nie podejrzewałem u siebie) takich zdolności. No i zaczęło drapać - na razie eksperymentowałem na innych rowerach, dodając, zmieniając. Krótko mówiąc trening w boju. 

Pierwsza zmiana, której dokonałem w Kózce to karbonowe koła. Nie było tu nic wymagającego do robienia - ot typowa serwisowa wymiana kasety i łańcucha i montaż nowych kół. Ale pierwsze sygnały nadchodzących głębszych zmian się pojawiały.

Pod koniec 2023 roku postanowiłem zmienić kolorystykę roweru. Wybór padł na białą perłę. Dodane kilka czarnych elementów i gdzieniegdzie podlane czerwonymi plamkami. Powstało wg mnie małe cudo. Osprzęt pozostał ten sam. Największą zmianą był puszczenie przewodu tylnego hamulca w ramie - pozostałych linek niestety nie dało się ukryć. Jednak taka zmiana już poprawiła trochę ergonomię startową - jedno utrudnienie mniej do montaży schowków na jedzenie :)

Koza świeżo po farbowaniu

Na warsztacie

No i wyszło coś fajnego. Rower nie odróżniał się wiele od jego konkurencji na zawodach - no może trochę. Znów trochę treningów, jedne zawody i... Niestety przyszła pierwsza drobna awaria. Padła manetka od przedniej przerzutki. Trzeba było ją wymienić - nie trzymała linki, a ta niestety trochę utrudniała zmianę przełożenia i efektywną jazdę. Ale to wydarzenie podsunęło już pierwsze objawy zmian. Może z przodu nie potrzebuję dwóch blatów? Do tego jeszcze nieoceniony Człowiek Wilk - Grzesiu Zet pozdrawiam - zwolennik systemu one by, rozpalał w mnie te pomysły. Ale jeszcze się broniłem. Do czasu.

Wszystko się zmieniło pod koniec listopada 2024. Na scenie pojawił się TRIPOWER PODCAST z odcinkiem o chińskich zabaweczkach. No może nie to mnie zainspirowało, ale to jak Maciek Żywek opisywał swoją zmianę z kabli na elektrykę - połączenie systemu SRAM AXS z korbą i kasetą Shimano 105. Po wysłuchaniu przyszła inspiracja, a za tym decyzja. Wybór padła na 12 rzędowego Rivala AXS, plus wspomniane wyżej komponenty Shimano, a że zbliżały się święta Mikołaj miał troszkę łatwiejszą robotę. Co ważne dzięki przejściu na elektrykę, mogłem pozbyć się jeszcze jednego przewodu. A skoro jeden, to dlaczego nie dwa - i w ten sposób wypadła przednia przerzutka. Z racji ubytku małej tarczy z przodu, zmieniłem tarczę na Shimano 105 (50T). Nie obyło się bez kombinowania - musiałem z dwurzędowej korby, zostawić jedną tarczę, a to wymagało podkładek pod śruby, że wszystko było stabilne. Ale najfajniejsze to było przejście na SRAM RIVAL AXS - dwunastorzędowa przerzutka, elektryczna, bez zbędnych kabli i baterii chowanych w ramie. Do tego proste rozwiązanie z Blipami, które się prosto instaluje i obsługuje. Sam montaż w sumie dziecinnie prosty - dokręcić śrubę, sparować z Blipami i działa. Przełączniki przełożeń wylądowały na lemondce - w ten sposób mam do nich idealny dostęp w trakcie jazdy.

Zrobiło się jakby luksusowo. Poczułem różnicę w jeździe - nie spodziewałem się, że zmieniona przerzutka da taki efekt. Główny sprawdzian przyszedł na Castle Triathlon Malbork 2025. Udało się poprawić moją życiówkę o ponad 10 minut, duża w tym zasługa dobrej jazdy na rowerze.

W tej beczce miodu była jednak łyżka dziegciu. Coś zgrzytało - dosłownie. Może nie aż tak, żeby przeszkadzać w jeździe, może innym by to nie przeszkadzało, ale moja dusza nie potrafiła się pogodzić nawet z takimi małymi niedoskonałości. Jednak połączenie SRAM z Shimano nie sprawdzało się do końca. No i zgadnijcie co się stało dalej...

Oczywiście kolejna decyzja o modyfikacji. Tym razem już przesiadka w całości na SRAM. Wymiana korby na SRAM FORCE E1 z pomiarem mocy (jeszcze jeden element karbonowy doszedł). Nie dość że specefikacyjnie to najwyższa półka, to jeszcze obłędnie wygląda. Zmiana ta zaowocowała też skróceniu ramion korby do 165mm, a to dało kompletnie nowe możliwości na bike fittingu. Do tego doszła kaset SRAM 1250 oraz do kompletu łańcuch. Po drodze musiałem jeszcze zmienić bębenek w kole na XDR. No i w ten oto sposób Koza przepoczwarzyła się w Bestię.

Kurczę muszę wam powiedzieć, że pierwsza jazda to było coś naprawdę niesamowitego - każda zmiana przełożenia płynna, cicha bez żadnego szarpnięcia. W trakcie tych pierwszych kilkudziesięciu kilometrów utwierdziłem się w przekonaniu, że dobrze zrobiłem.

Czy to koniec modyfikacji? Dla Kozy raczej tak Ostateczna jej forma jest tym o co mi chodziło.

Czy są inni kandydaci do zmian? Nie powiem nie.

Komentarze: 0

Wprowadź komentarz

Pamiętaj, że komentarze muszą zostać zatwierdzone przed opublikowaniem.